Włoska Majówka: Apulia - Monopoli, Polignano a Mare, Ostuni, Bari

Fiat 500 w Monopoli

Apulia to ta część Włoch, gdzie jest obcas i trochę terenów ponad nim. Mniej więcej do wysokości Neapolu. Pojechaliśmy tam bezpośrednio z Neapolu właśnie, by przede wszystkim odpocząć i nawet nie wiedzieliśmy jak bardzo będzie nam to po stolicy Katanii potrzebne. I od paru dni już zastanawiam się, co bym mógł tu mądrego napisać, by w ogóle notka miała jakikolwiek sens i nie była tylko zlepkiem zdjęć i przypadkowych zdań, bo jak wspomniałem pojechaliśmy tam głównie odpocząć, co po głośnym i męczącym Neapolu było wręcz zbawienne, i nie mam za wiele materiału do opowiedzenia. Postaram się jednak, by wszystko poniżej było w miarę poukładane i logiczne.

Monopoli
Port w Monopoli

Jeśli ktoś wybiera się do Apulii to Monopoli jest najlepszym miejsce na bazę wypadową. Samo jest oczywiście cudowne, ale jego największą zaletą lokalizacja, z  której wszędzie mamy blisko;
40 km na północ leży Bari, stolica Apulii wraz z lotniskiem Karola Wojtyły, 
70 km na południe mamy inne większe miasto - Brindisi, także z lotniskiem,
do Polignano a Mare dojedziemy pociągiem w około 10 minut za 1€,
podróż do 'Białego Miasta', czyli Ostuni zajmie trochę dłużej, ale to też chwila,
wycieczka do Alberobello też zajmie nam niewiele, ale to już wyprawa autobusem, a z tym we Włoszech bywa już różnie,
i mógłbym tak wymieniać, ale wystarczy spojrzeć na mapę i odkryć samemu w jak genialnym miejscu znajduje się Monopoli.

Monopoli

Fantastyczność tego miejsca podkreśla też fakt, że nie da się tam nudzić - jest zamek z XVI wieku ze sto lat starszym bastionem obok, jest długi deptak, pozostałości murów obronnych, stary port, wąskie uliczki, restauracje i puby, plaże, klify i malownicze zatoczki, ale przede wszystkim spokój i cisza, bo Monopoli, mimo, że jest miejscem mocno turystycznym, to nie poddało się trendom i zachowało swój typowy dla południowych Włoch klimat i urok. W wąskich uliczkach gubiliśmy się nawet trzeciego dnia, kiedy już teoretycznie powinniśmy wiedzieć gdzie skręcić, by dojść do swojego pensjonatu, ale bardzo się tym nie przejmowaliśmy, bo gubienie się w tych uliczkach, zwłaszcza wieczorami, było jednym z najpiękniejszych doznań podczas całej naszej włoskiej majówki. Odpoczęliśmy tam tak jak chcieliśmy - zwiedziliśmy tyle, ile nam się udało, ale też poleżeliśmy na plaży, zbudowaliśmy zamek z piasku, a potem bronili go przed jakimiś niemieckimi dziećmi, oraz oczywiście doznaliśmy większych bądź mniejszych poparzeń słonecznych. 
Pozostałości murów i wież obronnych Monopoli

Piszę to miesiąc po tym wszystkim i jednak wciąż tęsknię, bo tam było idealnie pod prawie każdym względem. Ciekaw jestem, czy 'ziom' z osiedla, ba! bloku, którego tam spotkałem, ma podobne wspomnienia. Cudzysłów stąd, bo nie gadaliśmy ćwierć wieku i nie do końca wiem, czy w ogóle mnie poznał, a ja sam też nie czułem się zobowiązany, by się witać. Niemniej mijaliśmy się podejrzanie często (nawet w Bari!) i co więcej, najprawdopodobniej mieszkał z żoną w tym samym pensjonacie co ja z Anią. I może to właśnie do naszego pokoju najmniej tęsknię, bo choć był przyjemny i w przyzwoitej cenie, to jednak parter bez okna średnio się broni jak chcesz zrobić na przykład pranie lub kiedy pada. Nas to drugie nie spotkało, ale jako, że podłoga wewnątrz była nieco niżej od tej na zewnątrz, to zastanawiało mnie co tam się dzieje kiedy leje. Za to bielizna schła mi ponad dwie doby.

Polignano da Mare
Uliczka w Polignano a Mare

Leży przystanek przed Monopoli i kiedy planowałem tę całą wycieczkę przeczytałem, że jest to bardzo popularna wśród turystów miejscowość, co było najlepszą rekomendacją, by się tam nie zatrzymywać. I rzeczywiście - miasto osadzone jest na wysokich klifach bez możliwości godnego zejścia do wody, ludzi natomiast jest znacznie więcej niż być powinno na tak małej przestrzeni i nie ma już tego uroku i spokoju co u sąsiada. Podjechaliśmy tam pociągiem, bo jednak skoro przewodniki tak zachwalają, to coś tam musi być godnego do zobaczenia, ale na kolanach nie byliśmy. Faktycznie klify oraz to jak na nich trzyma się kawał miasta, robią wrażenie, jednak aż tak bardzo się tym miasteczkiem nie zachwyciliśmy, by zostawać tam na dłużej. Przyjemnym akcentem jest jednak plaża, a właściwie jej umiejscowienie między dwiema potężnymi skałami, z których jedna ma 'ukrytą' jaskinię. Może nie jest to żadne wow, bo widać, że człowiek sporo tam zrobił, ale jednak jest to fajna sprawa w miejscu, gdzie tak naprawdę nie ma za wiele do roboty. Tym bardziej, że sama plaża też beretu nie zrywa, chociaż podobno jest unikatowa i jedyna w swoim rodzaju. Gdyby uciąć to 'w swoim rodzaju' to nawet by się nawet zgadzało.

Ostuni
Ostuni, widok z drogi prowadzącej do miasta

Zwane jest Biały Miastem, bo jest całe białe. Ale Monopoli też i Polignano na Mare również, bo w tym klimacie to jedyny rozsądny kolor, na który można pomalować sobie dom. Jednak to do Ostuni przylgnęło określenie Białego Miasta i niech tak zostanie. Tam również pojechaliśmy pociągiem i zajęło nam to około 30 minut. Drugie tyle szliśmy od stacji kolejowej, bo niestety ktoś kiedyś podjął  mało mądrą decyzję o budowie kolei właśnie tam, kiedy miasto jest gdzie indziej. Na szczęście jest transport publiczny, który jeździ jakieś 2-3 razy na godzinę, przynajmniej według rozkładu, ale nam nie za bardzo chciało się czekać, i to jest raz, a dwa, 'że my nie dojdziemy?' Nie takie dystanse z Anią pokonywaliśmy i ten też nie był straszny, tyle, że idzie się wzdłuż ruchliwej drogi, więc też atrakcji nie ma zbyt wielu. Ale jest nią wyłaniające się zza drzew wzgórze, a na nim Białe Miasto i ten widok był naszą nagrodą. Natomiast nagrodą za powrót był widok z miasta na morze.
Ostuni

Po Ostuni jedyne co można robić to spacerować po wąskich, stromych i boleśnie białych uliczkach. Fantastycznie udawało nam się tam gubić i wychodzić nie z tej strony, z której planowaliśmy, ale w tym był właśnie największy urok. Chyba, że komuś zachciało się siku, to wtedy nie. Ale na szczęście blisko centrum jest publiczna toaleta za 50c i to rozwiązywało problem.
Ciekawostką jest, że niemały wkład w rozwój miasta, ale przede wszystkim we wzmocnienie jego obronności przed najazdami Turków, miała Bona Sforza, ta Bona od Zygmunta I Starego i matka Zygmunta Augusta oraz Anny Jagiellonki. Była nie tylko królową Polski i wielką księżną litewską, ale przede wszystkim księżną Bari i gdyby nie pewne habsburskie przekręty, to Królestwo Polskie miałoby znaczące wpływy w tej części Włoch. No, ale cóż, stało się inaczej i pewnie dlatego dziś Ostuni nie jest popularne wśród Polaków. A szkoda, bo to przepiękne miejsce, którego jedynym minusem jest odległość od stacji kolejowej. Do tego pociąg jeździ raz na godzinę, więc trzeba mieć dobry timing. No i ceny... bywa drogo. 7€ na Spritza? No bez jaj.

Bari
Bari, a ja mam słabość do starych 500-ek

Byliśmy, bo musieliśmy, gdyż stamtąd mieliśmy lot powrotny. Bardzo nie chcieliśmy opuszczać pięknej Apulii, ale na dobrą sprawę dobrze się stało, że wylot mieliśmy akurat z Bari. Dlaczego? Było nam mniej szkoda. Bari bowiem nie ma wiele do zaoferowania. Owszem, jest ładne, a stare miasto może się podobać, wąskie uliczki jak zawsze też, ale to właściwie tyle. Jest jeszcze zamek z XI wieku należący do rodu Sforzów, jednak nie zwiedzaliśmy. Trochę żałuję, bo jak najbardziej warto, choćby ze względu na jego długą i bogatą historię oraz unikatowe zbiory wewnątrz, ale tak szczerze, to nam się po prostu nie chciało. Woleliśmy usiąść na ławce w parku, odpocząć i podjąć decyzję, czy na lotnisko pojedziemy autobusem linii 16 za 1€ czy może pociągiem za 5€. Decyzja niby prosta, ale nie do końca wiedzieliśmy jak długo taki autobus jedzie, którędy, no i że może w takim razie jednak pociąg? Ale z drugiej znowuż strony jak spojrzałem na rozkład tych pociągów to daliśmy sobie spokój, bo nie do końca było jasne, który na to lotnisko jedzie, a który nie. Natomiast autobus to strzał w 10 - jedzie się około 20 minut (w sobotę) i kosztuje nas wspomnianego euraska, więc naprawdę nie trzeba przepłacać. Bo jednak wymagać od nas 5€ za taką trasę nie jest do końca fair. Aha, i taki tip. W miejscu skąd odjeżdżają autobusy (Piazza Aldo Moro) jest mały budynek, taki pawilon, z dużym napisem Biglietteria na szybie. Siedzi tam taki pan, który spytany o bilet wskaże nam na pobliski kiosk, gdzie możemy taki sobie kupić, więc jak chcemy bilet na autobus, to najlepiej od razu skierować się ku kioskowi, bo w okienku z napisem biglietteria ich nie sprzedają. Typowe Włochy na pożegnanie.

Szersza galeria do wpisu znajduje się -> tu

Komentarze