Posty

Wyświetlam posty z etykietą było-jest

Było - Jest: Charleroi

Obraz
Decyzja, zarówno o wycieczce do Charleroi jak i o tym wpisie, była tak na wpół spontaniczna. W sensie wiedziałem, że wcześniej czy później skoczę do tej perły Walonii raz jeszcze i potem to opiszę, tylko nie wiedziałem kiedy i przy jakiej okazji. Z dostaniem się tam nie ma najmniejszych problemów, bo Ryanair lata na Charleroi Bruxelles-Sud chyba naprawdę zewsząd, więc problem stanowił jedynie fakt, że ta perła jest perłą wybitnie nieudaną i specjalnie mi się nie spieszyło. Internet już od dawna bowiem głosi, że Charleroi to najbrzydsze miasto Belgii, a nawet Europy. Powiem jednak szczerze, że z tą Europą to bym się jeszcze wstrzymał, ale jeśli chodzi o samą Belgię, to nawet bez większego zwiedzania tego płaskiego kraju można zgodzić się z powyższym twierdzeniem.  Ale, ale... nie ma tego złego, bo tym samym Charleroi jest wręcz idealnym miejscem dla amatorów urbexu i wszelkiego przekopywania się przez ruiny. Pomijam już te puste kamienice w centrum, które raczej nikogo nie przyciągn...

Było - Jest: Eger

Obraz
Nie pamiętam już co dokładnie latem roku 2007 przyciągnęło mnie do tego niewielkiego miasta leżącego na północy Węgier. Czy to było wino? Czy raczej najdalej na północ wysunięty osmański minaret? Czy może jednak wino? Tego już się nie dowiemy. W każdym razie Eger najwidoczniej nie zdobył wtedy mojego serca, bo choć zdjęć stamtąd mam całkiem sporo, to niewiele szczegółów zostało mi w pamięci. W opisie tamtej wycieczki, który popełniłem zaraz po powrocie również nie ma żadnych konkretów - ot, byłem, widziałem, tyle. I w zasadzie od tamtego czasu Eger zawsze był daleko od moich szlaków, niemniej w tym roku w paru miejscach mi wypłynął i pomyślałem, że skoro zupełnym przypadkiem będę ponownie w Liptowskim Mikułaszu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by przypomnieć sobie i Eger. Dość fajnie mi się składało, bo akurat zbliżał się przedłużony weekend, który sprezentowała mi firma, a ja bardzo chciałem się gdzieś wyrwać. Ryanair z Krakowa do Budapesztu już niestety nie lata, więc na dojazd do ...

Było - Jest: Liptowski Mikułasz

Obraz
Jaka inflacja? Jaka pandemia? Jaka wojna? Jakie 14000 zł za metr? Wstawaj Adam! Jest lipiec 2006, pakuj słowackie Korony, gacie na basen i buty w góry, a ja czekam w Seicento pod blokiem! Dacie wiarę, że on przyjechał o 5:30? Dziś prawdopodobnie kazałbym mu spadać i wrócić za 2 godziny minimum... po czym pewnie i tak bym wstał, bo by mi było szkoda nie. Wyjazd do Liptowskiego Mikułaszu w tamte gorące i suche wakacje, te, w które rząd modlił się w Sejmie o deszcz, był bardzo spontaniczny. Wszystko, łącznie z noclegiem, kombinowane było na miejscu. Przygotowanie również było minimalne, natomiast plan prosty - trochę basenów, trochę gór. Finalnie jechała nas wtedy trójka. Tym razem sytuacja była niemal identyczna. W lipcu Ania zagadnęła, że skoro Peter, szwagier, będzie w sierpniu Polsce, to gdyby udało mi się wziąć trochę wolnego, to można by pojechać w trójkę na jakiś camping; albo tu w Polsce albo gdzieś w północnej Słowacji. Peter, oddany fan wszelkich aquaparków, zwłaszcza tego w...