Lecco, Varenna i Mediolan, a więc znów Włochy jesienią
Pewnie powtarzam się po raz n-ty, ale z tymi korpo to często jest tak, że jak się zostawi kilka dni wolnych na koniec roku, to wcześniej czy później dostanie się e-mail z treścią ‘weź to jakoś rozplanuj, czy coś ’. Bo takie są oczekiwania HaeRów. Nawet nie mam nic przeciwko - słuszna koncepcja przecież - po to ma się ten urlop, by go brać i wypoczywać. Tylko ten listopad... ok, wciąż fajny miesiąc, ale ani Seszele, ani żadne inne ciepłe kierunki nie wchodziły akurat w grę, a do tego z calutkiego wolnego tygodnia na wyjazd mogłem rozplanować sobie max. 3 dni. I to też pod warunkiem, że pierwszego wylecę popołudniu, a tego trzeciego wrócę wcześniej niż później. Wszystko na ostatnią chwilę. Jasne, że mogłem zostać na miejscu, tutaj zrobić co muszę, a wolny czas jakoś rozplanować na powiedzmy Bytom, Czeladź czy Kielce, lecz prognoza pogody na koniec listopada nie zachęcała do takich krajoznawczych wycieczek. No i jeszcze mecz Polska – Argentyna w połowie tygodnia, na szczęście wieczorem....