Było - Jest: Charleroi

Decyzja, zarówno o wycieczce do Charleroi jak i o tym wpisie, była tak na wpół spontaniczna. W sensie wiedziałem, że wcześniej czy później skoczę do tej perły Walonii raz jeszcze i potem to opiszę, tylko nie wiedziałem kiedy i przy jakiej okazji. Z dostaniem się tam nie ma najmniejszych problemów, bo Ryanair lata na Charleroi Bruxelles-Sud chyba naprawdę zewsząd, więc problem stanowił jedynie fakt, że ta perła jest perłą wybitnie nieudaną i specjalnie mi się nie spieszyło. Internet już od dawna bowiem głosi, że Charleroi to najbrzydsze miasto Belgii, a nawet Europy. Powiem jednak szczerze, że z tą Europą to bym się jeszcze wstrzymał, ale jeśli chodzi o samą Belgię, to nawet bez większego zwiedzania tego płaskiego kraju można zgodzić się z powyższym twierdzeniem. 

Ale, ale... nie ma tego złego, bo tym samym Charleroi jest wręcz idealnym miejscem dla amatorów urbexu i wszelkiego przekopywania się przez ruiny. Pomijam już te puste kamienice w centrum, które raczej nikogo nie przyciągną i pewnie i tak nic ciekawego w nich się nie znajdzie, lecz na pewno warte uwagi jest na przykład opuszczone metro i stacje, które choć skończone, to nigdy nieoddane do użytku. Dla przykładu stacje Pensée lub Chet. Obie leżą na linii M5, którą, według zapowiedzi tamtejszego magistratu, mają w końcu dokończyć i oddać do użytku w roku 2027. Czy się uda? Zobaczymy. Czy ma to sens? Nie mnie o tym decydować. Dodam tylko, że ja metra nie zwiedzałem, gdyż zarówno teraz, jak i te dziesięć lat temu w samym Charleroi byłem ledwie chwilę i zwiedziłem tylko to, co się udało w tak krótkim czasie. Tym samym moja ocena miasta na pewno nie jest w pełni sprawiedliwa. Moim celem tego dnia było miasto Dinant, ale ono nie jest tematem tej notki, a zmiany jakie, przez nieco ponad dekadę, zaszły w największym pod względem liczby mieszkańców mieście Walonii.

Charleroi Sud, wrzesień 2014

Charleroi Central, luty 2025

Zmieniła się nazwa, ale też i cały plac przed dworcem. Aż korci, by zmienić kolejność tych zdjęć, bo w każdym normalnym kraju tendencja powinna być odwrotna. W Charleroi postanowili jednak inaczej. Luty co prawda nie pomaga, ale na pierwszy rzut oka widać, że zrobiło się mniej zielono i przyjaźnie. Zniknęły nie tylko drzewa, ale i ławki, a z nimi miejski charakter tego placu. Przebudowa placu wiązała się z między innymi wydłużeniem linii pre-metra i jak widać - no nie dało się inaczej.

Nad Sambrą, wrzesień 2014

Nad Sambrą, luty 2025

Bulwar nad Sambrą, wrzesień 2014

Bulwar nad Sambrą, luty 2025

Tutaj już widać pierwsze zmiany na lepsze. Część ruin poszła w piach i na ich miejscu powstało coś, co aż tak nie straszy. Może nie jest to arcydzieło architektury, lecz przynajmniej jako tako się prezentuje. Mimo wszytko, w mojej subiektywnej ocenie i poczuciu estetyki, zdecydowanie stać ich było na więcej.

Cafe de Paris, wrzesień 2014

Cafe de Paris, luty 2025

Cafe de Paris, wrzesień 2014

Cafe de Paris, luty 2025

Wyżej już wspomniałem, że luty i w ogóle zima w niczym tu nie pomagają, więc nie ma co się spodziewać tłumów w kawiarnianym ogródku, zwłaszcza o godzinie 9:30 rano przy temperaturze +2*C, niemniej widać, że kamienica, której parter od lat okupuje Cafe de Paris ma się nieco gorzej niż dekadę temu. Aczkolwiek, kawiarnia jest czynna, a budynek wciąż ma okna, więc nie ma co się czepiać.

Charleroi, wrzesień 2014

Charleroi, luty 2025

Tutaj sytuacja jest podobna. Czerwone tabliczki w oknach na drugim zdjęciu głoszą, że lokale są do wynajęcia lub na sprzedaż, jednak chętnych zdaje się brak. W kadrze złapały się jednak zmiany, tj. fragment nowego bloczku po lewej oraz ogromnej galerii handlowej, która kilka lat temu stanęła na części zrujnowanych kamienic.

Charleroi, wrzesień 2014
 
Charleroi, luty 2025

Kadr w zasadzie nie do powtórzenia, gdyż w miejscu gdzie uprzednio stałem znajdował się łącznik między ulicami, który powstał po wyburzeniu stojącego tam wcześniej domu, natomiast dziś znajduje się już nowy budynek i tym razem musiałem wkleić się w jego szybę i kombinować z telefonem, no i efekt jest jaki jest. Aczkolwiek i tak cieszyłem się, że w ogóle znalazłem to miejsce i mogłem złapać porównanie. Ta koszmarna ściana natomiast to fragment tej wielkiej galerii handlowej Rive Gauche - Lewy Brzeg. W ramach ciekawostki: jej powstanie było częścią grubego planu "rewitalizacji" Dolnego Miasta Charleroi - w rezultacie mają w centrum wielką bezpłciową bryłę zasysającą życie do środka.

Charleroi, luty 2025

Charleroi, luty 2025

Co czeka te kamienice? Biorąc pod uwagę kierunek, w którym zmierza miasto Charleroi to zgaduję, że nic dobrego. Jeszcze dwa lata temu ta zaokrąglona narożna kamienica miała wszystkie okna, dziś natomiast robi wrażenie, jakby ktoś rozpoczął tam remont, ale szybko się rozmyślił. Kamienice nad rzeką też pogubiły okna stosunkowo niedawno i prawdopodobnie już ich nie odzyskają. Po głowie chodzi mi myśl, że na miano najbrzydszego miasta Europy tamtejsi rajcy bardzo ciężko pracują.

premetro w Charleroi, wrzesień 2014

premetro w Charleroi, luty 2025

To najprawdopodobniej nie jest to samo miejsce, ale gdzieś blisko. Plac przed dworcem, teraz centralnym, a wtedy południowym, przeszedł tę fatalną metamorfozę i przebieg torów również został zmieniony. Niemniej cieszy fakt, że system premetra się rozwija i jak widać jest całkiem popularny wśród miejscowych i tych zagubionych jak ja turystów. Z ciekawostek; wagon z pierwszego zdjęcia wciąż jeździ i można go spotkać na którejś z linii. To jednak rocznik 1982, a że miasto od kilku lat wymienia tabor, to być może już wkrótce oba wagony pojadą w swoją ostatnią podróż do którejś z pobliskich hut.

---

Powiem Wam, że nabrałem ochoty na ponowną wycieczkę do Charleroi. Tak, jest tam trochę strasznie, ale to klimat, który jednak ma moc przyciągania. To coś, co sprawia, że nie jest nudno, a ekscytująco i że chce się to odkryć raz jeszcze i zobaczyć czy się zmienia czy jednak nie. No i bądźmy szczerzy, że tak naprawdę widziałem jedynie mały fragment i nawet nie doszedłem do reprezentacyjnego Placu Karola II, po którym zresztą miasto nosi nazwę.

Wspomniałem też, że do Charleroi dostać się łatwo i to prawda. Mnie udało się ogarnąć tę wycieczkę w jeden dzień, co może i kosztowało pobudkę przed godziną czwartą, ale za to o 22:00 byłem w domu. I to wszystko przy naprawdę znikomych kosztach. Dodam jeszcze, bo dobrze to sobie gdzieś zapisać, że belgijskie koleje oferują bilet weekendowy, który pozwala na nieograniczoną liczbę podróży już od piątkowego wieczoru (bodaj od godz. 21), tym samym wycieczka do pięknego Dinant niepiękną koleją wyniosła mnie całe 13,60€. Gdzieś też czytałem, że bilety kolejowe łączą się jakoś z biletem na TEC, tj. na miejski autobus z lotniska do centrum Charleroi, lecz ich automat biletowy przy terminalu mnie pokonał i ostatecznie płaciłem standardowe 6€ w jedną stronę. Rzecz jasna to cena tylko z i na lotnisko, bo pozostałe bilety są oczywiście tańsze. Mnie to jest o tyle bliskie i znajome, bo w Krakowie mamy dokładnie tę samą patologię, tyle że z kolejką. Nawet na autobus podobnie trudno trafić, bo tam sprytnie je schowali za dworcem prywatnego przewoźnika, który jeździ wszędzie, tylko nie do Charleroi. Pewnie nie przewidują, że ktoś by chciał.

--- 

A poniżej fotka z Dinant, trochę na zachętę, a trochę jako wytłumaczenie tego całego zamieszania z Belgią w lutym. Małe miasteczko z czterema ulicami, rzeką, cytadelą, muzeum piwa Leffe oraz setką saksofonów, gdyż z tego miasta pochodził Adolphe Sax, wynalazca owego instrumentu.

Dinant, luty 2025

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jesteśmy w Polsce - Tarnów

Portugalia cz. 3 - Madera: Funchal i południe

Anglia: Sheffield, Leeds & Manchester