Wietnam cz. 3: Hoi An, My Son i trochę wiejskich klimatów
Hội An, Wietnam Z Hanoi do Da Nang leci się około godziny, więc na miejscu byliśmy o całkiem przyzwoitej porze, bo jakoś przed jedenastą. Niestety żadnego zwiedzania miasta nie przewidziano, za to czekało nas jeszcze kilkadziesiąt minut jazdy do pobliskiego Hội An . Fajnie o tyle, że transport nie musieliśmy się martwić, bo ten mieliśmy z góry załatwiony i na lotnisku czekał na nas kierowca-nastolatek, który wziął nas do ogromnej Toyoty Land Cruiser. Naprawdę wielkie auto - w środku mieliśmy tyle miejsca, że można było się gonić. Trochę nie przywykłem do takiego traktowania, bo zazwyczaj sam szukałem transportu i przeważnie kończyło się to na jakiejś komunikacji miejskiej i dalszym kombinowaniu. W tym przypadku w ogóle nie musiałem zawracać sobie tym głowy i w sumie nawet nie wiem jak mielibyśmy się do tego Hoi An dostać. Jakkolwiek uwielbiam przewracać Internet do góry nogami w poszukiwaniu najdogodniejszych tras i form transportu, to jednak dałem się kupić i przyznaję, że...