Ameryka Południowa: cz.2 - Peru
Plaza Mayor, Lima Gdy kładliśmy się mój zegarek wskazywał na w pół do szóstej rano czasu polskiego. Sześć godzin różnicy to spora zmiana czasu, a po dwóch dniach podróży w tym nocy na lotnisku potrafi być męcząca. Nie potrafiliśmy odmówić sobie tych kilku piwek wieczorem, ale dzięki temu nie poszliśmy spać zaraz po przylocie, przez co obudzilibyśmy się w nocy i nie wiedzieli co z sobą zrobić. A tak pięknie zrobieni spaliśmy jak dzieci do godziny ósmej. Nasz hostel był breakfast included co bardzo mnie cieszyło, bo lubię takie dodatki. Swój omlet dostałem jako ostatni, więc gdy Jagoda z Markiem zjedli poszli na Internet, a ja zostałem z telewizorem i wiadomościami, w których głównym tematem był Smoleńsk. Myślałem, że na chwilę uciekłem od narodowej paranoi, ale jak widać to nie takie proste. Koleś z recepcji zamówił nam taksówkę, która zawiozła nas przez całe miasto aż do granicy Miraflores z San Isidro. Jechaliśmy tam około czterdziestu minut bez zatrzymywania się w korka...